Menu

Prof. Jerzy Robert Nowak: "Gross zdrajca i targowiczanin. Ponadto wciąż notorycznie podkreśla swoją żydowskość"

fot. youtube fot. youtube

Panie Profesorze, pierwsze pytanie, jakie nasuwa mi się po kolejnych obrzydliwych wynurzeniach Jana Tomasza Grossa o Polsce i o Polakach, to jaki cel przyświeca człowiekowi, który wypowiedział wojnę naszej historii, naszemu krajowi?

Tomasz Gross, mówiąc najogólniej, to skrajnie antypolski nienawistnik. Cele jego działalności, wygłaszania pewnych obrzydliwych tez, pomówień są natomiast wielorakie. Po pierwsze, chciał o sobie przypomnieć. W Polsce jest oczywiście doskonale znany, swego czasu nagłośniano go niemiłosiernie wskutek jego napaści na Polskę. Wykorzystał także bierność lwiej części tak zwanej polskiej elity, która nie reagowała na jego antypolonizmy czy wręcz im przyklaskiwała. Przecież cała kariera Grossa mogła się zakończyć jeszcze w 2000 r., kiedy udowodniono mu niesamowicie nieudolne mataczenie i fałszowanie historii. Nasz prawdziwy żydowski przyjaciel prof. Norman Filkenstein pisał, że celem tego antypolonity jest pomoc w wyłudzeniu od Polski 65 miliardów nieuprawnionych roszczeń dla Żydów. Kolejnym celem Grossa jest oczywiście podlizanie się Niemcom – w końcu jego ostatni tekst ukazał się we wpływowym dzienniku „Die Welt”. Może myśli, że i od tych mocodawców coś dla niego kapnie.

Kim w ogóle jest Jan Tomasz Gross? Zdaje się, że nie posiada wykształcenia historycznego, choć z manipulowania historią słynie.

Swego czasu pisano o nim jako o polskim historyku. Już w tych dwóch słowach zawarte są dwa kłamstwa. Po pierwsze – nie historyk, bo on studiował fizykę, a doktorat obronił z socjologii, nigdy natomiast nie studiował historii i nigdy nie nauczył się, w jaki sposób bada się źródła historyczne, robi kwerendę dokumentów. Po drugie zaś – nie polski, a żydowski. On robi wszystko, żeby tylko dokopać Polsce, a na potwierdzenie swoich tez, zapewne mających być samokrytyką i „żalem Polaka” za te rzekome zbrodnie, legitymuje się polskim obywatelstwem. W rzeczywistości Gross wcześniej podpisywał się pod apelami różnych żydowskich organizacji jako żydowski intelektualista, co wykazałem w swojej książce „100 kłamstw...”. Gross należał do bliskiego otoczenia Michnika i Lityńskiego, czyli tzw. młodzieży marcowej. Aresztowany w marcu 1968 r., sypał swoich znajomych na potęgę. Już Giedroyc – naczelny „Kultury Paryskiej” – w 1981 r. bodaj napomknął w liście do Jana Nowaka-Jeziorańskiego, że Gross i jego żona mają fatalne wykłady, pisał o nich niezwykle krytycznie. Pierwsza oszczercza książka Grossa „Polacy pod niemiecką okupacją” wydana została w USA. Już wtedy zawarł w niej największe możliwe brednie o sytuacji Polaków w Generalnej Guberni. Wiedział, że Amerykanie nie mają zielonego pojęcia, co działo się wówczas w Polsce, pisał na przykład, że tak wielka mnogość naszych organizacji konspiracyjnych w tym czasie pod niemiecką okupacją to dowód na niezwykłą wolność, jaką dawali nam Niemcy! Wolność, jakiej przez 100 lat wcześniej rzekomo nie mieliśmy, „sielanka” za Hansa Franka... Od tej „sielanki” i „wolności” zginęło kilka milionów Polaków, w tym i mój ojciec. Już ta książka pokazywała, jakim Gross jest fałszerzem historii. Ta publikacja spotkała się oczywiście z olbrzymim sprzeciwem i krytyką środowisk kombatanckich, które wytykały mu chęć zarobienia na „dokładaniu” Polakom. Jak wiemy, na jednej książce się nie skończyło, Gross dostał wsparcie różnych kręgów żydowskich przy jednoczesnej bierności polskich kół oficjalnych.

Jan Tomasz Gross, pupil „Gazety Wyborczej”, ma już na swoim koncie, jak Pan Profesor wspomniał, niejedną antypolską publikację. Zawsze stara się na potwierdzenie swoich kłamliwych tez o rzekomym antysemityzmie Polaków przytaczać różne źródła historyczne. Jest Pan autorem książki „100 kłamstw J.T. Grossa o żydowskich sąsiadach i Jedwabnem”, więc zna Pan „warsztat” tego antypolonity. Jak ocenia Pan wiarygodność źródeł historycznych, na które powołuje się Gross?

Warto podkreślić, że z Grossem rozprawiam się nie w jednej, a w trzech książkach, do których lektury Państwa zachęcam. Na czym natomiast polegają jego metody? Przede wszystkim dużo bezczelniej kłamie w książkach wydawanych za granicą niż w Polsce. Na przykład wersja angielska i polska „Strachu” różnią się od siebie niemalże stoma stronami! Z polskiego wydania „Strachu” wykreślał wszystko to, co było skrajnie nieprawdziwe i szokujące dla Polaków, np. o rzekomym największym pogromie w historii XX w. dokonanym na Żydach w Polsce. Jedyny zwróciłem uwagę na różnicę pomiędzy oryginałem a przekładami. Podobnie było w „Złotych żniwach”. Przeinaczenia i obcinanie cytatów, zmiana kontekstu wypowiedzi, a przede wszystkim powoływanie się na fałszywe źródła stojące w sprzeczności z wielką ilością relacji pochodzących od uczciwych Żydów, które kłamstwom Grossa przeczyły. Ten człowiek bez skrupułów przeinacza fakty, fałszuje je tylko po to, by dowieść założonym przez siebie tezom o polskim rzekomym antysemityzmie.

Czy uważa Pan, że ostatnie oszczerstwa Grossa mogą pozbawić go medialnego zaplecza w Polsce, w postaci np. „GW”? Na łamach gazety Michnika mało miejsca poświęcono jego słowom, natomiast część z nich była sceptyczna, choć sceptycyzm opierał się bardziej nie na samym antypolskim wydźwięku, a na wyliczankach, że jednak zabiliśmy nieco więcej Niemców niż Żydów...

Faktycznie, i „Gazeta Wyborcza” stara się odciąć od ostatnich wypowiedzi Grossa. Największą „rewolucję” przeżyła Monika Olejnik, która od wielu lat popularyzowała i nagłośniała jego działalność, a ostatnio stwierdziła, że zhańbił się, a jego słowa są obrzydliwe. Widać coraz wyraźniej, że część mediów dotąd przychylnych teraz dystansuje się od Grossa. Niestety nie możemy chyba liczyć na uderzenie się w pierś dziennikarzy i przepraszanie za to, że wcześniej jego antypolonizmy tak ochoczo nagłośniali. Przez nich przecież taki hochsztapler i kłamca uzyskał niezasłużoną renomę i rozpoznawalność! Mam nadzieję, że po tym wszystkim historycy dobiorą się mocniej do Grossa i wykażą jego kłamstwa. Instytut Pamięci Narodowej powinien wieść tu prym i w końcu zająć się tym oszczercą i polakożercą. Gross to postać wyjątkowo mizerna, żałosna, naukowo bardzo miałka, jednak niezwykle szkodliwa ze względu na to, że obecny polski salon zawsze jest przychylny wszystkim antypolskim sądom. Teraz jednak, jak widać, przeholował... Czas podać go w końcu do sądu i odebrać odznaczenie, jakie przyznał mu swego czasu Kwaśniewski.

W jaki sposób polskie instytucje publiczne powinny zareagować? Czy zgodzi się Pan z zarzutem, który przedstawiony został prokuraturze przez Redutę Dobrego Imienia w doniesieniu o popełnieniu przestępstwa– o znieważenie Narodu Polskiego przez J.T. Grossa?

To bardzo dobre posunięcie. Myślę, że przydałoby się jeszcze jakieś szersze, zbiorcze wystąpienie w sprawie Grossa wybitnych polskich historyków na rzecz skazania go, bo od dawna na to zasługuje za te niepowetowane szkody, jakie Polsce wyrządził za granicą. Trzeba jednak pamiętać także o ludziach, którzy podpisywali się pod oszczerstwami tego człowieka. Mam na myśli chociażby Andrzeja Friszkę czy Pawła Śpiewaka. Ten drugi – dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego – nazywał swego czasu Grossa swoim mistrzem! To najlepiej świadczy o Śpiewaku.

Czy Pana zdaniem czas, kiedy te obrzydliwe i nieprawdziwe zarzuty wobec Polski i Polaków padły, jest przypadkowy, czy wiąże się na przykład z próbą moralnego szantażu w związku z decyzją o przyjęciu imigrantów?

Myślę, że ma to związek. Ten człowiek już wiele lat temu powinien zostać zdemaskowany publicznie, jego kłamstwa powinny zostać obalone na oczach szerokiej opinii publicznej. Tak się jednak nie stało, przez co Gross nabrał z czasem nadmiernej pewności siebie i wpadł w końcu. Palnął o kilka zdań za dużo, tak skrajnych w swojej kompromitacji, że nawet trudno go bronić jego obrońcom...

Panie Profesorze, czy Jan Tomasz Gross ma moralne prawo uważać się za Polaka?

Nie ma moralnego prawa. To zdrajca i targowiczanin. Ponadto wciąż notorycznie podkreśla swoją żydowskość. Swoją działalnością tak bardzo szkodzi Polsce i polskiej historii, że gdyby to ode mnie zależało, wprowadziłbym wobec niego nową zasadę – wiecznej banicji, czyli niewpuszczania tego jegomościa do końca życia do Polski, którą tak mocno oszkalował.

Rozmawiał Daniel Witowski

-----------------------------------

 

 
Ostatnio zmienianypiątek, 02 październik 2015 21:42

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Powrót na górę

Fundacja W Imię Prawdy, KRS:0000473217, NIP: 701-039-10-23, REGON: 146821910

ul. Marii Konopnickiej 6/226, 00-491, Warszawa