Menu

To nie jest nasze ministerstwo, nie nasz ambasador

Ryszard Schnepf Ryszard Schnepf polandembassy.org

 

22 września stanowisko ambasadora nadzwyczajnego i pełnomocnego RP w Waszyngtonie objął Ryszard Schnepf. Po uzyskaniu akceptacji ministra spraw zagranicznych i premiera mianował go na nie prezydent RP Bronisław Komorowski. Wcześniej, 26.07.2012 roku kandydaturę zaaprobowała sejmowa komisja spraw zagranicznych, przy jednym głosie sprzeciwu (w głosowaniu, oprócz posłów PO, SLD i PSL, udział wzięło 4 posłów PiS). 
 
Pan Schnepf może być wręcz modelowym przykładem „udanej” wymiany elit i „recyklingu” pokoleniowego w Polsce posierpniowej, gdy dyplomacja padła łupem opcji politycznej i narodowościowej związanej z nomenklaturą PRL sprzed marca 1968 roku, w znacznej części tych samych, co za czasów Bieruta i Bermana elit władzy. Korzenie rodowe Schnepfa tkwią głęboko w stalinizmie. Wszystko wskazuje, że jest synem sławetnego płk. Maksymiliana Schnepfa – pochodzącego z Ukrainy żydowskiego funkcjonariusza NKWD, oficera Informacji Wojskowej, potem zaś funkcjonariusza UB i SB w Krakowie i wreszcie do marca 1968 roku szefa Studium Wojskowego na Uniwersytecie Warszawskim. (Po odejściu z UW do Izraela nie wyemigrował, tylko został aktywnym działaczem Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce). Jak wynika z ustaleń IPN w 1945 roku płk Maksymilan Schnepf brał udział wraz z wydzielonym oddziałem specjalnym NKWD w „operacji augustowskiej”, w której rezultacie „zlikwidowano” ponad 700 mieszkańców ziemi augustowskiej. 
 
Jak rozwijała się kariera jego syna? W 1991 roku młody Schnepf, z poręki Krzysztofa Skubiszewskiego, a na polecenie Bronisława Geremka (był jego wychowankiem w Instytucie Historii PAN), został „z marszu”, nie mając ku temu żadnych kwalifikacji i przygotowania, ambasadorem w Montevideo. Wśród tamtejszej Polonii nie cieszył (i nie cieszy się) sympatią – przeciwnie – według Polonusów od pierwszych chwil skłócony z nią rozbijał jej struktury. Przez potomków Polaków w Urugwaju i Ameryce nazwany został wówczas – z uwagi na dwuznaczną, uwłaczającą godności dyplomaty konduitę (podobno zajmował się głównie geszeftami z miejscowymi Żydami oraz handlem sprowadzanymi bezcłowo luksusowymi samochodami) – „awanturnikiem polskiej dyplomacji”. Tam wsławił się organizowaniem haniebnej nagonki na przywódcę Polonii w Ameryce Łacińskiej Jana Kobylańskiego i odwołaniem go z funkcji honorowego konsula RP (dzięki temu Kobylański poniósł „przykładną” karę za poparcie dla ówczesnego prezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej, Edwarda Moskala, protestującego przeciw ciągłym ustępstwom władz polskich wobec szkalujących Polskę środowisk żydowskich w USA). 
 
Po powrocie z Kostaryki, gdzie z poręki Buzka i Geremka był w latach 2001-2005 ambasadorem, Cimoszewicz mianował Schnepfa swoim przedstawicielem, szefem Zespołu ds. Obchodów 25. Rocznicy Powstania NSZZ  „Solidarność”. Zakpił przy tym sobie zdrowo z ideałów Sierpnia. Syn oficera bandyckiej Informacji Wojskowej, spadkobierca PZPR, która strajkujących robotników wtrącała do więzień, mianował na czele zespołu do obsługi obchodów patriotycznego zrywu Polaków reprezentanta opcji głoszącej i realizującej program ledwo ukrywanego wstrętu do wszystkiego, co polskie, opcji, która ideały „S” roztrwoniła. Do pomocy w zespole przydzielił Schnepfowi żonę byłego komendanta Wyższej Szkoły Oficerskiej Milicji Obywatelskiej w Pile, której elewowie i wychowankowie pacyfikowali w stanie wojennym obchody rocznic podpisania Porozumień Sierpniowych. 
 
Nadszedł październik 2005 roku. PiS zwyciężył w wyborach. Obok ministra spraw zagranicznych S. Mellera, przy premierze, na głównego doradcę w sprawach zagranicznych powołano, ku zaskoczeniu co bardziej świadomych wyborców PiS, zaprzyjaźnionego z Mellerem Schnepfa. Nominacje te nie rozwiały przedwyborczych obaw, że „PiS wygrywa wybory, a Schnepfy będą rządzić”. Wkrótce Schnepf dopuścił się czynu, który w dłuższej perspektywie czasu można uznać wręcz za zdradę racji stanu. Chodzi tu o jego szkodliwą dla Polski, nieodpowiedzialną, niezgodną ze stanowiskiem rządu wypowiedź w kwestii Rurociągu Północnego na dnie Bałtyku. Zamiast odejścia nie tylko ze stanowiska, ale w ogóle z polskiej polityki i to odejścia w dożywotniej hańbie, potraktowano go zaskakująco łagodnie. Ze stanowiska odszedł, ale… do MSZ, gdzie objął funkcję pełnomocnika minister do spraw zagrożeń. W czasie formowania zespołu urzędników rządu Marcinkiewicza w kancelarii premiera i w MSZ Schnepf miał blokować ludzi spoza tzw. korporacji Geremka. W książce nieżyjącego już S. Mellera, pojawił się np. zapis, że to od Schnepfa wpłynęła do MSZ propozycja listy proskrypcyjnej ludzi do zwolnienia. Co więcej – przyglądając się uważnie wypowiedziom i działaniom Schnepfa można by nawet zaryzykować stwierdzenie, że jego specjalnością stały się nagonki na Polaków, których nie lubi. A także na tych, o których coś dobrego powiedział Jan Kobylański. W prywatną wojnę z Polonią w Ameryce włączył Schnepf ministra Sikorskiego. Podobno to właśnie on namówił Radka Sikorskiego na odwołanie ambasadora w Buenos Aires, prof. Zdzisława Ryna, szanowanego naukowca i znawcę regionu. Opróżniona posada bardzo się przydała. Ambasadorem w stolicy Argentyny został Jacek Bazański – dla wielu – kolejny przedstawiciel dynastii, przez Michnika zwanej „żydokomuną”.
Jako główny doradca premiera Marcinkiewicza ds. zagranicznych Schnepf szczególnie gorliwie zajmował się sprawą odszkodowań dla Żydów za mienie pozostawione w Polsce oraz lobbingiem na rzecz organizacji żydowskich z USA, domagających się od Polski miliardowych odszkodowań. Usunięcie go z funkcji ze szczególnym żalem przyjął Światowy Kongres Żydów. Znalazło to wyraz w oświadczeniu zamieszczonym na stronie internetowej tej organizacji, wyrażającym obawy, że odejście Schnepfa może doprowadzić do spowolnienia procesu negocjacji między rządem polskim a środowiskami żydowskimi w sprawie mienia. Z tego zdumiewającego oświadczenia wynika, że Schnepf pracował nie tylko dla polskiego rządu, lecz także na korzyść żydowskich organizacji. Dowiadujemy się z niego, że w trwających negocjacjach pomiędzy polskim rządem a Żydowską Komisją Roszczeniową (Jewish Claims Conference) Schnepf miał być gwarantem doprowadzenia do szybkiej zgody na odszkodowania. Ciekawa jest też zawarta w komunikacie wzmianka demaskująca, dlaczego odszkodowaniami zajmował się, tak gorliwie, właśnie Schnepf. Otóż ojciec Schnepfa był „głową polskiej społeczności żydowskiej w czasach komunizmu”. Krótko mówiąc – wygląda na to, że w negocjacje zaangażowany był z powodów rasowych. Obrazu dopełnia tu (uzyskana z innych źródeł) informacja, że Schnepf wcześniej współpracował z tą organizacją. W swoim CV chlubił się też funkcją dyrektora w Fundacji Szalom prowadzonej przez rodzinę Szurmiejów, a podobno jest także współzałożycielem i członkiem żydowskiej loży masońskiej Synów Przymierza – B’nai B’rith. Odrodzona w III RP w 2007 roku loża „Polin” postawiła sobie oficjalnie za cel: walkę z antysemityzmem w Polsce, promowanie interesów Izraela, bardziej nieoficjalnie – walkę o przejęcie mienia żydowskiego oraz zniszczenie Radia Maryja. Do swych szeregów przyjmuje wyłącznie Żydów. Loża-matka mająca siedzibę w Nowym Jorku według wielu osób, które bliżej się jej przyjrzały, choć o tym głośno nie mówi, za istotę swej misji uważa: walkę z asymilacją, wykluczenie wszelkich przejawów chrześcijaństwa z życia publicznego, zakaz modlitw w publicznych szkołach oraz treści religijnych w przysięgach urzędników, usunięcie z przestrzeni publicznej symboli religijnych, niszczenie niechętnych Żydom publicystów. Na czele powołanej w Polsce loży stanął Jarosław Szczepański. Notabene jego nazwisko figuruje w raporcie Antoniego Macierewicza z likwidacji WSI. Komorowski kilka dni po publikacji raportu mianował go swoim doradcą medialnym, a gdy został marszałkiem Sejmu – dyrektorem biura prasowego. Wcześniej zaprzyjaźniony z Komorowskim prezes TVP Jan Dworak (dziś przewodniczący KRRiT i pogromca TV Trwam) uczynił Szczepańskiego swym rzecznikiem prasowym. Dziś zasiada w Radzie Programowej TVP Polonia (sic!). 
 
W 2008 roku Sikorski wysunął kandydaturę Schnepfa na stanowisko ambasadora RP w Madrycie. Wywołało to gwałtowne protesty przedstawicieli Polonii latynoamerykańskiej, którzy w petycji do Lecha Kaczyńskiego napisali wówczas: Plany te patriotyczna Polonia odbiera z ogromnym oburzeniem, ponieważ osoba kandydata nie spełnia pod żadnym względem warunków koniecznych do godnego reprezentowania Rzeczypospolitej. Schnepf dał się poznać od jak najgorszej strony i wielokrotnie środowiska polonijne próbowały bezskutecznie interweniować w kwestii skandalicznego i niegodnego dyplomaty postępowania tego osobnika (…) Zarzuty były poważne. Chodziło o podejrzenie prania brudnych pieniędzy. Również w Paragwaju miała miejsce kolejna afera sprzedaży przez Schnepfa tytułu honorowego konsula RP osobie narodowości niemieckiej (chodziło o Jorge Goldenberga, narodowości żydowskiej – uwaga redakcji), która nie miała z Polską nawet najmniejszych związków. Mówiło się, że Schnepf najpierw otrzymał za to trzydzieści tysięcy dolarów, po czym pojechał wspólnie z nowym konsulem do Polski jako jego przewodnik i tłumacz po to, aby udowodnić, że Polska w ogóle istnieje, o czym nowy konsul nie miał zielonego pojęcia. Pomimo tego, iż MSZ zostało bardzo szczegółowo poinformowane o jego kryminalnej działalności, w stosunku do autora tych uczynków nie zostały wyciągnięte żadne konsekwencje. Widocznie chroni go w Polsce jakaś potężna i ukryta mafia. W czasie ostatnich wyborów patriotyczna murem poparła Pańską kandydaturę wierząc, iż Pan będąc Patriotą polskim jak i my, zadba o przywrócenie godności Polski w świecie i o polską rację stanu. Dzisiaj zwracamy się do Pana poruszeni i oburzeni kandydaturą Schnepfa. Czy wszak człowiek o takim poziomie etycznym, jaki reprezentuje może godnie reprezentować RP i Jej Prezydenta? Czy osoba mająca na swoim koncie wszystkie opisane tu uczynki, nie powinna stanąć raczej przed sądem, zamiast pełnić wysokie funkcje państwowe? Prezydent „naciskom” nie uległ i Schnepf nominację na ambasadora w Madrycie otrzymał. Teraz został ambasadorem RP w Stanach Zjednoczonych. Dlaczego, pominąwszy rodowód Schnepfa, ta kandydatura jest oburzająca i szkodliwa dla Polski? 
 
W Departamencie Stanu USA powołano specjalne stanowisko wysokiego urzędnika ds. restytucji mienia żydowskiego. Ostatnia wizyta Sikorskiego w Waszyngtonie była nieudana między innymi dlatego, że jedynym problemem, który poruszyła Hilary Clinton, a do którego strona polska nie była przygotowana, okazała się restytucja mienia. W interesie RP i tym samym zadaniem ambasadora w Waszyngtonie powinno być przeciwdziałanie angażowaniu się administracji amerykańskiej w kwestie roszczeń organizacji żydowskich wobec Polski i dawanie temu właściwego odporu. W jaki sposób będzie to czynił Schnepf? W świetle powyższych informacji warto byłoby wiedzieć, kto w imieniu Polski zajmuje się negocjacjami z „przemysłem holokaustu” i czy osoby te mają, tak jak Schnepf, powiązania z lobby żydowskim w USA i na świecie? Od wielu lat w polskiej dyplomacji mamy do czynienia z negatywnym zjawiskiem, polegającym na tym, że na kluczowe placówki, takie jak Waszyngton wysyła się mało znaczących i mało kompetentnych urzędników, którzy nigdy nie pełnili wysokich funkcji w Polsce (tak było w przypadku Moskwy, Pekinu, Paryża, Londynu), do których inne państwa kierują osoby piastujące wcześniej najważniejsze stanowiska rządowe lub polityczne. Jaka będzie pozycja Schnepfa wobec administracji amerykańskiej i Żydowskiej Komisji Roszczeniowej? Wobec kogo przeważy poczucie lojalności? Zwłaszcza że w Komisji pracował na etacie, a loża B’nai B’rith, której jest członkiem, za główny cel swej działalności w Polsce uważa „promowanie interesów Izraela”.
 
Gazociąg północny jest nie tylko przedsięwzięciem gospodarczym, lecz także niesie szereg zagrożeń dla bezpieczeństwa Polski. Jak nowy ambasador zamierza podchodzić do interesów Polski w dziedzinie bezpieczeństwa? W jaki sposób będzie realizował politykę państwa, mając za sobą sytuację, która z punktu widzenia polskiej konstytucji była, jeśli nie zdradą dyplomatyczną, co najmniej kontrowersyjna? Wg badań realizowanych przez amerykański think-tank German Marshall Fund, w Polsce dramatycznie spada wiara w to, że USA są gwarantem naszego bezpieczeństwa. Z najbardziej proamerykańskiego narodu staliśmy się jednym z najbardziej sceptycznych wobec Stanów Zjednoczonych. Różne są tego przyczyny: nie tylko upokarzająca konieczność starania się o amerykańską wizę, ale przede wszystkim przekonanie, że władze USA formalnie i nieformalnie wspierają gigantyczne roszczenia majątkowe wysuwane przez organizacje żydowskie wobec Polski. Dlaczego dane te niepokoją? Bo otwierają szerokie pole działania dla polityków prorosyjskich. Ale przypomnijmy – to Sikorski doprowadził świadomie do tego, że negocjacje w sprawie tarczy antyrakietowej upadły, a Bronisław Komorowski, rzucając pomysł budowania polskiej tarczy, świadomie daje sygnał, że Waszyngton przestał być gwarantem naszego bezpieczeństwa. 
 
Na terenie USA mieszka kilkanaście milionów osób o polskich korzeniach. Budowanie polskiego lobby w USA w oparciu o Polonię – i szerzej kręgi, które poczuwają się do emocjonalnych związków z Polską jest rzeczą priorytetową. Jak będzie tu widziana osoba mająca za sobą konflikty z Polonią w Ameryce? Nie tylko groteskowy, ale i niebezpieczny jest w tym kontekście pomysł ze Schnepfem na ambasadora w Waszyngtonie. Czyż nie miał racji wspomniany Jan Kobylański, gdy o Schnepfie i jego protektorach w MSZ powiedział: „ludzie ci w żadnym wypadku nie popierają sprawy naszej katolickiej, polskiej Ojczyzny. To nie jest nasze ministerstwo, to nie jest nasz minister.”? 
 
P.S. W ogrodach polskiej ambasady w Madrycie 17 lipca br. odbyło się uroczyste pożegnanie Schnepfa, w związku z mianowaniem go ambasadorem w Waszyngtonie. Wśród przybyłych specjalnie na tę okazję byli m.in. Kazimierz Marcinkiewicz, Adam Michnik, Henryka Bochniarz oraz ks. Kazimierz Sowa. O liście zaproszonych gości poinformował Maciej Bernatowicz, I sekretarz Ambasady ds. prasowych (syn Grażyny, zastępczyni Sikorskiego; jej mąż to dziennikarz Marek Bierut, którego Bolesław był stryjem). Pełne nazwisko inkryminowanej to Grażyna Bernatowicz-Bierut. Drugiego członu nazwiska chwilowo – widocznie w oczekiwaniu na lepsze czasy – nie używa. 
 
 
 
 
 
Ostatnio zmienianypiątek, 08 marzec 2013 15:29
Krzysztof Górecki

Publicysta "Warszawskiej Gazety"
Autor jest pracownikiem MSZ, publikuje pod pseudonimem

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Powrót na górę

Fundacja W Imię Prawdy, KRS:0000473217, NIP: 701-039-10-23, REGON: 146821910

ul. Marii Konopnickiej 6/226, 00-491, Warszawa