Menu

Wielki Polak! Benedykt Dybowski – badacz Bajkału

Zesłanie na Syberię słusznie kojarzy się Polakom z barbarzyńskimi karami i cierpieniem. Trzeba jednak pamiętać, że pod rządami cara Rosja nie była państwem totalitarnym i decydowała się na uwalnianie skazańców, jeżeli w zamian za okazanie miłosierdzia mogła wykorzystać ich potencjał intelektualny. Najbardziej znanym przedstawicielem tej grupy uratowanych przed śmiercią na odludziu naukowców był Benedykt Dybowski.

Czytaj dalej...

Historia jednej fotografii. Wyjaśniamy w kontekście zbrodni OUN/UPA

Rzeźba, która stała się jednym z symboli męczeństwa Polaków na Wołyniu zainspirowana została fotografią nie mającą z Wołyniem nic wspólnego. Warto tę sprawę wyjaśnić – choćby po to, aby nie dawać Ukraińcom bardzo poręcznego argumentu w dyskusjach.

Marcin Hałaś – Ciała trojga małych dzieci powieszonych na drzewie. Na ich szyjach i ciałach zapętla się kolczasty drut. Fotografia takiej rzeźby, upamiętniającej banderowskie ludobójstwo pojawia się w wielu opracowaniach. W numerze „Polski Niepodległej” z 15 lipca posłużyła jako jedna z ilustracji tekstu Stanisława Żurka „III RP wciąż ignoruje ludobójstwo na Polakach”. Na łamach naszego tygodnika rzeźba pojawiła się jako upamiętnienie polskich ofiar „holocaustu po banderowsku” we wsi Łozowa w województwie tarnopolskim. To wyobrażenie zyskało już rangę swoistej ikony męczeństwa Polaków na Wołyniu. Jednak jej inspiracją stała się fotografia nie mająca ze zbrodniami UPA nic wspólnego.

W 2007 roku społeczny komitet zabiegał o wzniesienie w Warszawie Pomnika Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez OUN/UPA. Jako lokalizację wskazywano plac Grzybowski. Autorem projektu pomnika był profesor Marian Konieczny (twórca m.in. warszawskiej Nike). To zapewne jeden z lepszych jego konceptów, bo odchodzący od dosłowności na rzecz metafory. Monument miał mieć postać drzewa ze skrzydłami zamiast konarów (czy też może z gałęźmi nabierającymi kształtu skrzydeł), zaś z pnia „wyrastały” przywiązane kolczastym drutem, powieszone na sylwetki kilkuletnich dzieci. Wstrząsające? Zapewne, ale przecież sztuka ma wstrząsać, powinna prowadzić do katharsis.

Rządząca wówczas Warszawą Platforma Obywatelska oczywiście nie dopuściła do wzniesienia pomnika. Wcześniej na ideę pomnika atak zainicjowała i przeprowadziła – a jakżeby inaczej – „Gazeta Wyborcza”. Najpierw pomnik zaatakowano pod pretekstem „estetycznym”. Zdaniem „Wyborczej” był makabryczny, więc nie mógł stanąć w przestrzeni publicznej. Co ciekawe – podobnych zastrzeżeń „Wyborczej” nie budziła „instalacja” Maurizio Catellana (tego od rzeźby papieża przygniecionego meteorytem), przedstawiająca realistyczną kukłę powieszonego kilkuletniego chłopca, wyeksponowaną przed Centrum Sztuki Współczesnej w Zamku Ujazdowskim w Warszawie.

Teza „Wyborczej”, że zaprojektowany przez Koniecznego pomnik jest makabryczny oparta została na niedopuszczalnym odwróceniu pojęć: nie akcentowano bynajmniej faktu, że to zbrodnie UPA były makabryczne, nieludzkie, barbarzyńskie, jakby wyjęte z okrucieństw wieku XVII, kiedy „nienawiść wrosła w serca i zatruła krew pobratymczą”. Makabryczne miało być za to ich upamiętnienie. Oczywiście mówienie tutaj o makabryzmie było nadużyciem - idąc takim tokiem myślenia za makabryczny należałoby uznać na przykład wizerunek Matki Boskiej Katyńskiej, eksponujący na pierwszym planie przestrzeloną potylicę. A w dalszej konsekwencji takiej oceny dzieł artystycznych – równie makabryczne pozostają wciąż rysunki Goyi, albo – pierwszy lepszy przykład z rodzimego poletka – „Pochodnie Nerona” Siemiradzkiego.

Szybko jednak do kampanii przeciw pomnikowi użyto także argumentu merytorycznego, odkrytego przez historyków: okazało się, że fotografia, którą inspirował się Konieczny, tworząc projekt pomnika, nie została wykonana w czasie II wojny światowej. Przedstawia bowiem czworo cygańskich dzieci zabitych przez matkę Mariannę Dolińską w roku 1923 we wsi Antoniówka na Mazowszu (dzieciobójczynię po śledztwie umieszczono w zakładzie psychiatrycznym. To rzeczywiście stan faktyczny. Mimo to wcześniej fotografia, która zainspirowała Koniecznego trafiła do kilku opracowań na temat zbrodni OUN/UPA (m.in. prace Jerzego Węgierskiego oraz Szczepana Siekierki i Henryka Komańskiego) – zapewne wskutek omyłki, a nie złej woli. Bo w ogromie udokumentowanych morderstw dokonanych przez upowców, przypadkach wypruwania nienarodzonych dzieci z brzuchów ich ciężarnych matek lub nabijania niemowląt na sztachety płotu – zaprawdę nie byłoby potrzebne świadome dołożenie do tego zbioru jeszcze jednego – tym razem ahistorycznego elementu. Fotografia i pomyłka zapewne nie nabrałyby takiego rozgłosu, gdyby nie fakt, że to właśnie to zdjęcie stało się dla rzeźbiarza inspiracją przy tworzeniu pomnika. Od tamtego czasu fotografia i sama rzeźba dostępne są w wielu źródłach, w Internecie zapewne już w setkach miejsc. I wciąż jest powielana na nowo, czego dowód znaleźliśmy w „Polsce Niepodległej”.

Oczywiście nie wynika to ze złej woli, nie jest też dowodem na „fałszowanie historii”. Nawet jeżeli fotografia, która stała się dla twórcy inspiracją nie była dokumentem ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów – to przecież Konieczny projektując pomnik nie pisał pracy historycznej. Po prostu natrafił w literaturze na mylnie opisaną fotografię, dostrzegł w tej scenie symboliczną ekspresję. Sztuka zna już przypadki, kiedy artysta malując portret Madonny inspirował się rysami ulicznicy. Z chwilą przeniesienia w świat sztuki wiele scen, postaci, przedmiotów zatraca swój pierwotny kontekst, aby nabrać wymiaru uniwersalnego. Na marginesie: w pracy Koniecznego znajdziemy jeszcze jeden ahistoryzm. Ukraińscy nacjonaliści raczej nie użyliby kolczastego drutu, gdyż po prostu był to materiał, do którego nie mieli bezpośredniego dostępu.

Niemniej sprawę warto wyjaśnić – ponieważ dziś publikowane zdjęć pomnika lub samej fotografii w opracowaniach popularno-historycznych daje do ręki argument Ukraińcom – zwolennikom umniejszania zbrodni UPA lub ich negowania. Akcentują oni nie artystyczny, symboliczny, ekspresywny wymiar rzeźby, lecz triumfująco obwieszczają: tych dzieci nie zabili Ukraińcy na Wołyniu, ale Cyganka w 1923 roku na Mazowszu. W takim kontekście – reprodukowanie tej fotografii albo nawet rzeźby daje do ręki zwolennikom wybielania OUN/UPA niepotrzebny argument.

-------------------

 

 
Czytaj dalej...

Miasta utracone: Brzeżany

Dziś wielu młodych Polaków nawet nie potrafi dokładnie wskazać, gdzie leżą Brzeżany. Kresy zostały nam zabrane nie tylko z przestrzeni geopolitycznej. Co gorsza, wyrwano je również z polskiej pamięci historycznej i tożsamości. Bo jak inaczej można wytłumaczyć niepamięć, brak wiedzy o Brzeżanach, w których istniała kaplica równa kaplicy na Wawelu?

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS

Fundacja W Imię Prawdy, KRS:0000473217, NIP: 701-039-10-23, REGON: 146821910

ul. Marii Konopnickiej 6/226, 00-491, Warszawa