Menu

Rosyjski obóz w Auschwitz? Zapomniana karta z historii miejsca ludobójczej zbrodni

pixabay.com pixabay.com

27 stycznia 1945 r. do zabudowań Stammlager Auschwitz i kompleksu Birkenau zbliżyły się oddziały Armii Czerwonej. Radzieccy zwiadowcy przekroczyli bramę obozu około godziny 15, zastając weń ponad 7 tys. więźniów. Przeważająca większość znajdowała się w stanie krytycznym i wymagała natychmiastowej pomocy.

Oczekiwali jej wśród ciał tych, którym nie dane było dotrwać przybycia rosyjskich żołnierzy – więźniów zamordowanych przez wycofujących się Niemców bądź zmarłych z wycieńczenia. Należy sobie jednak zadać pytanie, czy wkroczenie czerwonoarmistów do KL Auschwitz-Birkenau faktycznie moment kończący historię tego miejsca w jego zbrodniczym charakterze…?

Opracowania historyczne na temat obozu jednoznacznie wyznaczają cezurę końcową badań nad jego istnieniem na styczeń 1945 r. Przyjmuje się zatem powszechnie, że wraz z wyparciem Niemców kończy się zarazem traumatyczna historia Oświęcimia. Także strona internetowa Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau pozostawia białą plamę w okresie między wkroczeniem Rosjan a stworzeniem na mocy ustawy z 2 lipca 1947 r. miejsca pamięci o niemieckich zbrodniach na obszarze kompleksu obozowego. Co wobec tego działo się tam pomiędzy rokiem 1945 a 1947?

Z całą pewnością nie będą nam tego chcieli powiedzieć Rosjanie, którzy wolą być w tym kontekście nazywani wyłącznie wyzwolicielami.Oczywiście to, że zajęli obóz i próbowali nieść pomoc więźniom, których tam znaleźli, nie ulega wątpliwości. Ale faktem jest również, że kilka miesięcy później sami wcielili się w rolę Niemców. NKWD wiosną 1945 r. utworzyło bowiem na terenie KL Auschwitz-Birkenau dwa swoje obozy (oznaczone jako łagier 22 i łagier 78), w których przetrzymywano kilkanaście tysięcy osób. Liczba więźniów „rosyjskiego Auschwitz” wydaje się trudna do ustalenia, wedle szacunków mogło być ich od 15 do 25 tys. Nie jest także w pełni jasne, kim przetrzymywani tak naprawdę byli – najprawdopodobniej mówimy tu jednak o niemieckich jeńcach, osobach oskarżonych o kolaborację oraz potencjalnych wrogach systemu komunistycznego. Komendantem sowieckich obozów na terenie Auschwitz-Birkenau został płk Masłobojew.

Choć celem Rosjan nie była masowa eksterminacja więźniów, źródła z oświęcimskiej parafii mówią o co najmniej stu kilkudziesięciu zmarłych z obozów NKWD. Liczba ta ma się nijak do skali zbrodni niemieckiej dokonanej w Auschwitz-Birkenau, ale z drugiej strony nie widzę przyczyny, dla której ofiary Sowietów miałyby być traktowane gorzej od ofiar zamordowanych przez Niemców. Dążenie do zachowania pamięci o zbrodniach nie powinno być traktowane wybiórczo.

Więźniowie „rosyjskiego Auschwitz” byli przetrzymywani w barakach, za drutem kolczastym, pod okiem enkawudowskich wartowników. Wykorzystywano ich do niewolniczej pracy. Ten stan utrzymywał się do wiosny 1946 r. Miejscem kaźni zaczęto się wówczas coraz powszechniej interesować, głównie za sprawą byłych więźniów przetrzymywanych wcześniej w Auschwitz przez Niemców. Chcieli oni w godny sposób upamiętnić tych, którzy w obozie stracili życie. NKWD, zapewne obawiając się, że wprowadzany w Polsce system zostanie utożsamiony ze zbrodniami niemieckimi, zlikwidowało obóz. A już w połowie następnego roku w drodze ustawy powołano muzeum mające upamiętniać ofiary Auschwitz-Birkenau. Ale oczywiście ofiary tylko do roku 1945. I właściwie taka narracja pozostaje w dyskursie dotyczącym tego przejętego niewyobrażalną traumą miejsca aktualna po dziś dzień.

W zasadzie nie chodzi tu o to, żeby w jakiś sposób starać się porównać powstałe na miejscu Auschwitz-Birkenau obozy NKWD do tego, co wcześniej robili Niemcy. Takie wartościowanie mogłoby się okazać krzywdzące, zarówno z punktu widzenia liczby ofiar, jak i metod masowego mordu. Należy raczej w tej podłej praktyce rosyjskiej upatrywać miary, czy też bezmiaru komunistycznego totalitaryzmu. Fakt, że Sowieci byli zdolni do założenia swojego łagru w miejscu obozu koncentracyjnego, w sposób obrzydliwie symboliczny świadczy o ich krwawej, do cna złej naturze. Zresztą – Auschwitz jest przykładem najbardziej oddziałującym na wyobraźnię, ale przecież nie jedynym. Tak samo postąpili „wyzwoliciele” z Majdankiem czy Gross-Rosen. Na zamku w Lublinie nie zdążyła wyschnąć krew ofiar niemieckich, a już płynęła w jego korytarzach krew pomordowanych przez nowego okupanta…

27 stycznia przypada kolejna rocznica wkroczenia Armii Czerwonej do oświęcimskiego kompleksu obozowego. Pamiętam zeszłoroczne obchody, w związku z 70-leciem tego wydarzenia przeprowadzone ze szczególnym zamysłem upamiętnienia ofiar. Pamiętam także całą masę relacji zachodnich mediów, w których roiło się od kłamliwych określeń typu „polskie obozy śmierci”. W kontekście historii obozu Auschwitz-Birkenau, wykorzystanego po wojnie przez kolejnego okupanta, pomyślałem sobie, że na dobrą sprawę powinniśmy w dość przekorny sposób podkreślać także rosyjskość niemieckiego obozu. Brzmi jak sprzeczność? Ale w istocie nią nie jest. Poza tym – czy ci wszyscy, którzy z taką łatwością przypisują Auschwitz polskość, nie są wewnętrznie sprzeczni i absurdalni w swoich stwierdzeniach?

Trzymajmy się więc do bólu faktów – po zakończeniu działań wojennych NKWD stworzyło na terenie obozu służącego Niemcom do masowego mordu własne dwa obozy, w których także ginęli ludzie.

Niech ta zapomniana karta z historii Auschwitz stanowi punkt wyjścia do refleksji nad tragedią ziem polskich, w nieco szerszym kontekście stawiając rocznicę wkroczenia Armii Czerwonej do obozu zagłady 27 stycznia 1945 r.…

Tekst ukazał się w tygodniku Polska Niepodległa

----------

Ostatnio zmienianyśroda, 10 luty 2016 15:37

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Powrót na górę

Fundacja W Imię Prawdy, KRS:0000473217, NIP: 701-039-10-23, REGON: 146821910

ul. Marii Konopnickiej 6/226, 00-491, Warszawa