Logo
Wydrukuj tę stronę

Gdzie leżą Kresy?

Gdzie leżą Kresy?

Czy Lwów by miastem kresowym?  Warto postawić to pytanie dzisiaj, kiedy krótka turystyczna wycieczka do Lwowa określana jest najczęściej właśnie mianem „wyjazdu na Kresy”. Tymczasem jeżeli popatrzymy na mapy II Rzeczpospolitej – to Lwów leżał w jej środku. Co więcej – przez kawał historii ze Lwowa było bliżej do zachodniej granicy niż do wschodnich rubieży. Na Kresach Rzeczpospolitej znajdowały się Kamieniec Podolski, Chocim; Lwów to było serce Polski, jej centrum, jądro – tak w sensie geograficznym, jak kulturowym.

Trafnie zauważyła to w czasie Wieczoru Kresowego w warszawskim Klubie Ronina prezes Fundacji Lwów i Kresy Wschodnie Aleksandra Biniszewska. Przytoczę tutaj fragment jej wypowiedzi: „Nie mam zielonego pojęcia o naszym dziedzictwie narodowym zostawionym na Kresach, bo nigdy nie interesowałam się Połtawą, Kijowem, czy Smoleńskiem. Natomiast Lwów, Wilno nigdy nie były Kresami. To był środek Rzeczpospolitej. I tak traktujmy te miasta. Bo okazuje się, że Lwów, Wilno, Łuck, Równe, Kamieniec to jest to, czym Polska żyła i co dzisiaj stanowi. Bo nawet Prus nie jest warszawiakiem, tylko spod Drohobycza. Rej wcale nie był z Nagłowic, tylko z Żurawna pod Lwowem. (...) Proszę mi wymienić choćby jednego bohatera narodowego Polski, poza Pułaskim, który nie pochodzi zza Buga.”
 

Czy zatem jest Lwów miastem kresowym? W zestawieniu z przytoczoną przed chwilą wypowiedzią – nie. A równocześnie w jakimś sensie tak – jeżeli przez kresowość rozumieć będziemy rys, charyzmę i premię wielokulturowości, jakie charakteryzowały także Lwów. Dominujący żywioł polski mieszał i przenikał się tutaj z kulturą ormiańską, żydowską, ruską (czyli ukraińską), ale także niemiecką, austriacką, a na prawdziwych geograficznych kresach także z huculską, rumuńską (Bukowina). Niemniej rację ma Aleksandra Biniszewska – zarówno w sensie kulturowym, jak i geopolitycznym Lwów miastem kresowym nie był. To było zawsze miasto centralne, stołeczne, jedno z 3 albo 4 najważniejszych dla polskiej kultury i tożsamości, obok Krakowa, Warszawy i Wilna. A może i miasto najważniejsze – bo pod względem potencjału naukowego, kulturowego Lwów przewyższał Warszawę, czy Kraków. Takie stwierdzenie to bynajmniej nie megalomania, nie mitomania; a jedynie konstatacja faktu. Faktu, z którego współcześni Polacy coraz mniej zdają sobie sprawę.
 

Podobnie jak nie zdają sobie już współcześni Polacy sprawy z tego, jak wielką stratą dla Polski była utrata Lwowa. Patrzymy na to z dzisiejszego punktu widzenia, a więc anachronicznie. Bo dzisiaj wizja Polski bez Lwowa wydaje się już oczywista i normalna, jawi się jako naturalna kolej rzeczy. Tymczasem w 1945 roku wyobrazić sobie Polskę bez Lwowa znaczyło mniej więcej tyle, ile wyobrazić sobie Polskę bez Krakowa albo Warszawy. Jeżeli chcemy intelektualnie „przećwiczyć” na czym polegał szok po zawłaszczeniu przez 1945 roku Lwowa przez Związek Sowiecki – spróbujmy sobie wyobrazić jak dziś miałaby wyglądać dzisiaj Polska i co czulibyśmy jako naród, gdyby nagle zabrano jej Warszawę albo Kraków, gdyby mieszkańców tych miast wysiedlono, a w zamian dano trochę opustoszałych terenów „Niemiec B”, czyli dawnego NRD.
 

Czy więc był/jest Lwów miastem kresowym? I tak i nie. Z jednej strony musimy pamiętać, że był to jeden z najważniejszych centralnych ośrodków Rzeczpospolitej – tak pierwszej, szlacheckiej, Obojga Narodów, jak i II RP. Tym smutniej, że politycy III RP Lwów  w sensie tożsamościowym, kulturowym, historycznym tak łatwo, bez walki oddali („spuścili”) Ukraińcom. W tym sensie elity III RP przypominają rządzącą klasę PRL-u, która Lwów równie łatwo oddała („spuściła”) Sowietom.
 

Równocześnie Lwów jest miastem kresowym – po musimy zaakceptować skrót myślowy i językowy, sprawiający iż obecnie pojęciem „Kresy Wschodnie” określa się wszystkie polskie ziemie utracone, czy też – może to bardziej właściwe określenie – ziemie zabrane. Czyli – od Gródka Jagiellońskiego do Kamieńca Podolskiego. Ale też Grodno, czy Wilno. Istnieje więc uzasadnienie, aby (pamiętając oczywiście o arcytrafnych uwagach Biniszewskiej) mianem Kresy Wschodnie określać wszystkie ziemie położone za naszą obecną wschodnią granicą. I warto dodawać jeszcze jeden przymiotnik: Polskie Kresy Wschodnie. Dodawajmy ten przymiotnik z całą świadomością, iż językowo jest to błąd - tautologia, czyli określenie typu „masło maślane”.

-------------------------

 

Ostatnio zmienianypiątek, 23 październik 2015 21:01
W Imię Prawdy. All rights reserved.