Menu

Miasta utracone: Chodorów

Cukier krzepi” – to jeden z najsłynniejszych polskich sloganów reklamowych, wymyślony przez samego Melchiora Wańkowicza. Można śmiało dopowiedzieć – cukier, który krzepił w czasach II Rzeczpospolitej w dużej części pochodził z Chodorowa w województwie lwowskim.

Wspominając Chodorów – po raz kolejny przyjdzie rozprawić się ze stworzonym przez komunistyczną propagandę mitem „biednych, zacofanych i rolniczych Kresów II RP”. W cyklu „Miasta utracone” wspominaliśmy już o największej i najnowocześniejszej w przedwojennej Europie rafinerii ropy naftowej „Polmin” w Drohobyczu oraz o zakładach Towarzystwa Eksploatacji Soli Potasowych, produkujących nawozy sztuczne w Kałuszu. Każda z tych firm zatrudniała około 20 tysięcy ludzi. Z kolei w Chodorowie istniała jedna z największych w ówczesnej Europie cukrowni.

Chodorów został lokowany na prawie magdeburskim w roku 1394. Leży nad rzeką Ług, wśród żyznych pszenno-buraczanych pól. Nazwa miasta wywodzi się najprawdopodobniej od imienia Chodor, czyli Teodor. Jego pierwszymi właścicielami byli Chodorowscy herbu Korczak. Później miasteczko stało się własnością rodów Rzewuskich i Lanckorońskich.

W 1912 roku w Chodorowie baron Kazimierz de Vaux, hrabia Jan Zamoyski i inżynier Bronisław Albinowski założyli spółkę Towarzystwo Akcyjne Chodorów, którego celem było zbudowanie cukrowni. W swojej książce „Kresowa Atlantyda. Dzieje i mitologia miast kresowych. Tom III” tak pisze o nich profesor Stanisław Sławomir Nicieja: „Byli to ludzie z wyobraźnią, przypominający słynną trójkę z Ziemi obiecanej (Borowiecki, Baum, Welt). Pomysł przekuli błyskawicznie w czyn. Wzięli kredyt w banku lwowskim, zatrudnili na stanowisku dyrektora Towarzystwa inż. Stanisława Kremera (1876–1935) – zdolnego i doświadczonego cukrownika po studiach technologicznych w Wiedniu i praktykach w cukrowniach Czech, Moraw i Niemiec, a projekt samej cukrowni zamówili u cenionego architekta czeskiego Macieja Blacha, który miał już w swoim dorobku cukrownie wybudowane w Rumunii, Włoszech i Bułgarii. Maciej Blach wykonał projekt w ciągu dwóch miesięcy. Tempo budowy cukrowni może jeszcze dziś imponować, bo po roku – jesienią 1913 r. – fabryka była już gotowa i przerabiała buraki z pól wokół Chodorowa na świeży, krystalicznie biały cukier. Produkcja szła bezawaryjnie, bo sprawdziły się nowoczesne maszyny zakupione w zakładach Skody w Pilźnie.”

Wybuchła jednak I wojna światowa i Rosjanie praktycznie zniszczyli cały nowoczesny zakład. W 1918 roku Polacy rozpoczęli odbudowę cukrowni, ale najpierw miasto zajęły wojska ukraińskie dość szybko zostały przez nas wyparte. Potem przyszła nawała sowiecka – w tej trakcie bolszewicy znów zrujnowali to, co zdążono odbudować. Mimo to w 1921 roku fabrykę znów błyskawicznie podniesiono z gruzów i wznowiono produkcję.

Fabryka i Rafineria Cukru w Chodorowie. Spółka Akcyjna dla Przemysłu Cukrowego (to oficjalna nazwa zakładu) – podobnie jak rafineria Polmin, czy zakłady TESP – była wzorem czegoś, co dzisiaj określa się mianem „biznesu odpowiedzialnego społecznie”. Zapewniała robotnikom takie „zaplecze socjalne”, o jakim mogli tylko pomarzyć pracownicy socjalistycznych fabryk. Osiedle pracownicze zwane „Kremerówką”, w pobliżu szkoła, park sportowy z boiskiem, bieżniami, basenem i strzelnicą. Cukrownia finansowała dwa kluby sportowe: Płomień Chodorów i Chodorovię. Profesor Nicieja wylicza dalej: „Cukrownia zbudowała 10 km własnych dróg bitych. W okolicznych wsiach zakładała szkoły i budowała domy ludowe. Był to jeden z najbardziej rozwiniętych, twórczych ośrodków przemysłowych II Rzeczypospolitej.”

Miała też cukrownia w Chodorowie szczęście do dyrektorów – sprawnych menedżerów. Na początku inż. Stanisław Kremer, potem inż. Lucjan (imię odziedziczył po ojcu) Rydel – syn poety Lucjana Rydla, którego uwiecznił Stanisław Wyspiański w „Weselu” i wreszcie Adam Korwin-Piotrowski. Tego ostatniego tak charakteryzuje prof. Nicieja: „Wizjoner o zadziwiających zdolnościach organizacyjnych i wielkich kompetencjach. On to m.in. wybudował rurociąg o długości 31 km, którym popłynął gaz ziemny z Daszawy do Chodorowa, dzięki czemu przestawił produkcję cukrowni z opału węglowego na gazowe, chroniąc środowisko naturalne miasta. Jego biografia jest fascynująca, a jego fachowość uszanowali nawet bolszewicy, którzy zajęli cukrownię we wrześniu 1939 r., a później Niemcy, którzy po usunięciu bolszewików wykorzystywali produkcję cukrowni dla swoich potrzeb. Nawet podczas tych obu okupacji, gdy wokół szalał terror i niszczono wszystko co polskie i żydowskie, Piotrowski był dyrektorem. Ochraniał polską młodzież przed wywózką na przymusowe roboty do Niemiec. Częstokroć zdarzało się, że ratował też Żydów, wydając świadectwa „niezbędności dla cukrowni”. Spełniał rolę podobną jak Oskar Schindler w Krakowie, spopularyzowany w słynnym filmie Stevena Spielberga.”

Chociaż po 1945 roku Chodorów zawłaszczył – jak całe Polskie Kresy – Związek Sowiecki, to maszyny z Chodorowa nadal produkowały cukier dla Polski. Pisze prof. Nicieja: „Gdy Niemcy, przeczuwając, że zostaną usunięci przez Armię Czerwoną z Chodorowa, zaczęli w 1944 roku rozmontowywać maszyny z linii produkcyjnej, by wywieźć je na zachód, Piotrowski spowodował, że najcenniejsze elementy, w tym wieże rektyfikacyjne, przetransportowano nie do Niemiec, a w okolice Kazimierzy Wielkiej na przechowanie. Później, gdy na mocy traktatu poczdamskiego Polska uzyskała Racibórz, spowodował, że maszyny te zawieziono do tamtejszej, ogołoconej przez Sowietów poniemieckiej fabryki Huckla i ruszono z produkcją cukru dla Polski.”

Powojenna Polska podziękowała Adamowi Piotrowskiemu – tak jak komuniści potrafili najlepiej. Ustalił prof. Stanisław Nicieja: „Piotrowski na krótko objął w roku 1946 funkcję dyrektora Zjednoczenia Przemysłu Cukrowniczego i czuwał nad odbudową cukrowni w Chybiu, Otmuchowie, Lewinie Brzeskim, Baborowie oraz Pszennie pod Świdnicą. Niestety, w okresie stalinizmu władze PRL oskarżyły go o szpiegostwo i nie biorąc pod uwagę jego zasług i kompetencji, wtrąciły do więzienia, po wyjściu z którego, złamany psychicznie, nie wrócił już do pracy. Zmarł w zapomnieniu w 1960 roku.” Podobne zapomnienie otacza dziś także polski słodki Chodorów.

Źródło: Stanisław Sławomir Nicieja – „Kresowa Atlantyda. Historia i mitologia miast kresowych. Tom III”, Wydawnictwo MS, Opole 2013.

--------------

Ostatnio zmienianyponiedziałek, 14 wrzesień 2015 21:45

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Powrót na górę

Fundacja W Imię Prawdy, KRS:0000473217, NIP: 701-039-10-23, REGON: 146821910

ul. Marii Konopnickiej 6/226, 00-491, Warszawa