Menu

To dzięki Polsce Europa jest dziś demokratyczna. Zawsze o tym pamiętajmy!

fot: wikipedia.org CC-BY-SA-3.0 fot: wikipedia.org CC-BY-SA-3.0

W połowie sierpnia 1920 r., a dokładnie 14 sierpnia wieczorem bolszewickie hordy były już tak blisko Warszawy, że ze swoich pozycji Sowieci widzieli światła stolicy Polski. Maszerująca na Warszawę dzicz miała przyobiecane nieograniczone rabowanie zdobytego miasta. Dowódcy opowiadali szeregowcom cuda o zamożności stolicy Polski i zapewniali, że wszystko, co się w niej znajduje, będzie należało do nich. Wszystko.

Wydawało się, że Polski nic nie uratuje. Warszawę opuścił w tych dniach cały korpus dyplomatyczny. Z warszawiakami pozostał tylko ambasador Turcji – jedynego kraju na świecie, który nigdy nie uznał rozbiorów Polski, i nuncjusz papieski – kard. Achille Ratti, późniejszy papież Pius XI. Warto zwrócić uwagę, że gdyby Warszawa padła, turecki ambasador miał jeszcze szanse na przeżycie, ale los kardynała Rati byłby straszny – już wtedy bolszewicy mordowali księży w wyjątkowo okrutny sposób. W tym samym też czasie pod Jasną Górę podchodziła Warszawska Pielgrzymka Piesza, której uczestnicy szczególnie gorąco modlili się o cud, bo wydawało się, że już tylko cud może Polskę uratować.

I stał się cud. 15 sierpnia 1920 r. w dniu święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, polskie wojska, złożone w większości z ochotników, zwyczajnych ludzi, uzbrojonych naprędce, jak się dało, poprowadzone śmiałym manewrem taktycznym przez swoich dowódców, odrzuciły bolszewicką armię spod Warszawy. Polacy raz jeszcze uratowali nie tylko swój kraj, ale i całą Europę. Nikt bowiem nie miał żadnych wątpliwości, że zgodnie ze słowami Tuchaczewskiego „po trupie Polski” wiodła droga wszechświatowej rewolucji do Europy. I biorąc pod uwagę komunistyczne nastroje w Niemczech, gdyby Warszawa padła, ta droga stałaby przed bolszewikami otworem.

Zdradzeni jak zawsze

– Zadanie proletariatu wszystkich krajów polega na tym, aby przeszkadzać rządom Anglii, Francji, Ameryki i Włoch w okazywaniu przez nie pomocy białej Polsce. – apelowali z Moskwy uczestnicy II Kongresu III Międzynarodówki Komunistycznej. Trzeba przyznać, że apel ten został skrupulatnie wypełniony. W lipcu 1920 r. w wielu krajach Europy trwały strajki przeciwko wojnie w Polsce. I nie chodziło o nakłonienie rządów poszczególnych państw do udzielenia Polsce pomocy. Wręcz przeciwnie. Przez Europę przebiegły hasła: „Ręce precz od Rosji” oraz „Ani jednego naboju dla pańskiej Polski”. Doszło do tego, że 12 sierpnia, kiedy bolszewicy podchodzili już pod Warszawę, na konferencji związków zawodowych i Partii Pracy w Anglii uchwalono rozpoczęcie strajku generalnego, jeśli rząd Wielkiej Brytanii nie zaprzestanie prowadzenia polityki propolskiej. Powołano Komitet Strajkowy, kierowany przez Ernesta Bevina. Jednocześnie Biuro Międzynarodowe Federacji Związków Zawodowych, będące filią II Międzynarodówki, poleciło swoim członkom, by przeforsowali embargo na dostawy amunicji do Polski.

Cios w plecy zadała nam też Czechosłowacja, która w latach 1919–1920 zajęła zbrojnie zamieszkałe przez polską większość Zaolzie. Odpowiadając na apel Kominternu, czescy kolejarze już 12 maja 1920 r. zatrzymali w Brzecławiu francuskie transporty broni, a 6 lipca ogłosili strajk generalny na linii kolejowej Bogumin–Koszyce. Akcje strajkowe poparł rząd Czechosłowacji, ogłaszając 9 sierpnia 1920 r. ścisłą neutralność w wojnie polsko-sowieckiej. Dwa dni później, 11 sierpnia władze czechosłowackie zablokowały jakikolwiek tranzyt materiałów wojennych z Zachodu (przede wszystkim z Francji) do Polski. Czechosłowacja odmówiła również przepuszczenia przez swe terytorium podążającego z pomocą dla Polski przez Węgry 30-tysięcznego zgrupowania kawalerii. Także nasz zachodni sąsiad, pomimo że przegrana Polski oznaczała wojnę także dla niego, nie miał zamiaru nas wspierać. – Odrzucam pomoc dla Polski, nawet wobec niebezpieczeństwa, że może zostać pochłonięta. Przeciwnie – liczę na to – stwierdził wprost Hans von Seeckt – szef niemieckiego Sztabu Generalnego w latach 1919–1926. W efekcie, w sierpniu 1920 dokerzy niemieccy w Wolnym Mieście Gdańsku – jedynym w powstałej sytuacji połączeniu Rzeczypospolitej ze światem – odmówili rozładunku statków z pomocą dla Polski. W Armii Czerwonej na froncie zachodnim utworzono nawet z niemieckich robotników ochotniczą brygadę strzelców. Co więcej – rząd niemiecki udzielił pomocy militarnej Armii Czerwonej, sprzedając bolszewikom broń, amunicję, sprzęt wojskowy i dostarczając im ochotników. Z niemieckich portów wypłynęły okręty załadowane karabinami, ciężkimi karabinami maszynowymi, amunicją, wyposażeniem dla piechoty i kawalerii. Okrętami przewożono rozebrane części samolotów. Część sprzętu, broni i amunicji była sprzedawana Rosji bolszewickiej za pośrednictwem Litwy oraz rosyjskich i żydowskich kupców. Tak więc pakt Ribbentrop–Mołotow wcale nie był pierwszą wspólną akcją niemiecko-sowiecką wymierzoną w Polskę. Co najmniej niechętne stanowisko wobec Polski zajęła też Wielka Brytania. W tamtym krytycznym momencie mieliśmy w Europie tylko jednego sojusznika.

Bratankowie

– Nie wiemy, co uczyni Koalicja, my musimy być gotowi, aby stanąć po stronie Polski. Los Polski jest naszym losem – pisała węgierska chrześcijańsko-narodowa gazeta „Uj Nemzedék” („Nowe Pokolenie”). W całej Europie tylko Węgry udzieliły nam realnego wsparcia. Kraj ten, sam osłabiony, potwornie zniszczony i okrojony na skutek pierwszej wojny światowej, wystawił 30 tys. kawalerzystów, gotowych pojechać do Polski i narażać się dla niej na okrutną śmierć. Nie udało się tylko dlatego, że Czechosłowacja i Rumunia nie wyraziły zgody na przejazd oddziałów węgierskich przez swoje terytoria. Węgrzy zorganizowali więc dla nas olbrzymie ilości pocisków, broni i części do pistoletów oraz karabinów. Dzięki zgodzie Rumunii dostarczyli do Polski własnym taborem kolejowym 48 milionów pocisków karabinowych typu Mauser, 13 milionów pocisków typu Mannlicher, poważną ilość pocisków artyleryjskich różnych kalibrów, 30 tysięcy karabinów typu Mauser i kilka milionów części zapasowych. Nie brakuje głosów, że gdyby nie oni, pod Warszawą Polacy zwyczajnie nie mieliby czym ani z czego strzelać do nacierających bolszewików.

Bohaterowie

Tymczasem 13 sierpnia bolszewicy istotnie podeszli na przedmieścia Warszawy. Następnego dnia szczególnie krwawy i zacięty bój toczył się o Radzymin. O rozmiarach tej walki świadczy fakt, że 14 sierpnia poległo tam 300 polskich żołnierzy, a prawie 3 tys. zostało rannych lub zaginionych. Stanowiło to ok. 60 proc. wszystkich strat, jakie poniosła 1. Armia gen. Franciszka Latinika, która broniła Warszawy. W tym samym czasie marszałek Piłsudski przygotowywał swoje kontruderzenie znad Wieprza. Wreszcie nadszedł 15 sierpnia. Tego dnia o świcie kapitan Stefan Pogonowski wraz ze swoim I batalionem 28. Pułku Strzelców Kaniowskich niespodziewanie uprzedził atak bolszewicki, który miał tego dnia pójść na Warszawę i przy wsparciu innych batalionów 28. pułku wyrzucił Rosjan z Wólki Radzymińskiej. To wydarzenie było momentem zwrotnym w całej bitwie na przedmościu warszawskim, a jak niektórzy sądzą i w całej wojnie. Sam Pogonowski został śmiertelnie ranny. Tego samego dnia ciężko ranny został także mjr Stefan Walter – bohater Mokrego. Krytycznego dnia 14 sierpnia jego pułk przewieziony został autobusami z Jabłonny do Nieporętu, gdzie wkroczył bezpośrednio do ciężkiej walki, atakując wroga wzdłuż szosy do Wólki Radzymińskiej. O świcie 15 sierpnia ruszył do natarcia na Dąbkowiznę i Wólkę, współdziałając z 28. Pułkiem, który nacierał od południa. Atak zakończył się pełnym sukcesem. W południe 15 sierpnia jego pułk rozpoczął przygotowania do ataku na wieś Mokre. Mjr Walter swoim zwyczajem poszedł do ataku ze swoimi żołnierzami. W czasie silnych kontrataków sowieckich Stefan Walter usiłował własnym przykładem poderwać kompanię szturmową do ataku. Gdy biegł wzdłuż linii kompanii, padł ciężko ugodzony kulą w pierś. Tam wydał swój ostatni rozkaz: – Utrzymać zajęte stanowiska.

Pismo Święte orężem

Krytycznego dnia 14 sierpnia w walkach pod Ossowem poległ też ks. Ignacy Skorupka – najbardziej znany spośród wszystkich kapłanów, którzy w tamtych dniach byli z żołnierzami.

Mało kto wie o jeszcze jednym „duchowym”ę epizodzie tej bitwy. Oto 15 sierpnia 203. kaliski Pułk Ułanów zdobył w Ciechanowie sztab 4. Armii Sowieckiej, a w nim kancelarię armii, magazyny i jedną z dwóch radiostacji służących Sowietom do utrzymywania łączności z dowództwem, stacjonującym w Mińsku. Natychmiast zapadła decyzja o rozpoczęciu zagłuszania nadajników wroga, dzięki czemu druga radiostacja Sowietów nie mogła odebrać rozkazów. Przez całe dwa, najważniejsze w tej wojnie dni na bolszewickiej częstotliwości strona polska bez przerwy nadawała... Pismo Święte – najobszerniejszy tekst, jaki udało się szybko znaleźć. Dzięki temu cała 4. Armia Sowiecka została wyeliminowana z bitwy warszawskiej. Oprócz zagłuszania, Polacy potrafili też... rozszyfrować sowieckie komunikaty. Szyfry Armii Czerwonej już we wrześniu 1919 r. zostały złamane przez por. Jana Kowalskiego.

Znajomość planów sowieckich, zagłuszanie ich komunikatów, umiejętności taktyczne dowództwa, niesłychana odwaga i poświęcenie żołnierzy, często zwykłych ochotników, wielka pomoc Węgier, złożyły się na tamto zwycięstwo. 

Niestety, tak jak po 1683 r., tak po roku 1920 świat nie docenił polskiego bohaterstwa. Rosjanie do dziś nie darowali nam tej klęski i wykorzystali pierwszą okazję, by okrutnie się za nią zemścić. Prawie dwadzieścia lat później świat znowu nas zdradził. Przyjaźń znowu zaoferowali nam tylko bratankowie z Węgier. Ale to już zupełnie inna historia

.--------------------------

 
Ostatnio zmienianyponiedziałek, 31 sierpień 2015 22:01

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Powrót na górę

Fundacja W Imię Prawdy, KRS:0000473217, NIP: 701-039-10-23, REGON: 146821910

ul. Marii Konopnickiej 6/226, 00-491, Warszawa