Menu

Zapomniane walki Korpusu Ochrony Pogranicza

fot: wikipedia.org fot: wikipedia.org

Wojna obronna 1939 roku powszechnie kojarzy się z nieudaną próbą odparcia niemieckiego najazdu na polskie ziemie. Dawno już minęły lata, gdy inwazję sowiecką z 17 września skrzętnie pomijano milczeniem, jednak wiedza na temat obrony wschodnich granic II Rzeczpospolitej wciąż pozostaje bardzo szczątkowa.

Należy ten stan rzeczy zmieniać i przypominać o do dziś zapomnianych walkach Korpusu Ochrony Pogranicza, który mężnie oparł się agresji wojsk ZSRR na nasze Kresy.

Sowieci przygotowali do natarcia na Polskę ogromne siły militarne. Dysponowali blisko milionem żołnierzy, wspieranych przez ponad pięć tysięcy czołgów i cztery tysiące pięćset dział. Wróg nawet w przypadku niewykorzystania w całości tego potencjału dosłownie zalewał ziemie II RP, bronione przez osamotnioną, piętnastotysięczną grupę żołnierzy Korpusu Ochrony Pogranicza. Formacja KOP-u strzegła Kresów już od wczesnych lat istnienia odrodzonego państwa polskiego – pierwszy rozkaz dowódcy został wydany w 1924 r. i to właśnie tę datę uznaje się za początek Korpusu. 17 września 1939 musiał on stanąć wobec miażdżącej przewagi wojsk ZSRR, które na dodatek w pierwszych godzinach swoich działań posługiwały się podstępem i komunikowały, że jadą pomóc Polakom w walce z Niemcami. Żołnierze Korpusu nie dali się jednak zwieść i odpowiedzieli ogniem. Walki toczyły się niemal na całej długości linii granicznej. Niestety, nie była ona tak skutecznie broniona, gdyż niektóre bataliony zostały przerzucone już wcześniej na zachód by udzielić wsparcia odpieraniu agresji niemieckiej.

Na odcinku północno – wschodnim wobec gigantycznej przewagi nieprzyjaciela stosunkowo krótko broniły się pułki KOP „Głębokie” i „Wilejka”. Pierwszy z nich po stoczeniu bojów w początkowych dniach sowieckiej inwazji, nie mogąc wycofać się w głąb kraju, za rozkazem ppłk Jana Światkowskiego przeszedł na Łotwę, gdzie został internowany. Drugi zaś poniósł spore straty w walce z wrogimi oddziałami pancernymi, na które nie był w pełni przygotowany. Poszczególne bataliony usiłowały jednak opóźniać posuwanie się kolumn nieprzyjaciela, wysadzając mosty oraz niszcząc przewody telefoniczne. Spora część żołnierzy pułku „Wilejka” przedostała się za granicę litewską.

Pułk KOP „Wilno” 18 września stawił opór wkraczającym do stolicy Wileńszczyzny jednostkom przeciwnika. W godzinach wieczornych wydostał się z miasta i rozpoczął marsz w kierunku granicy litewskiej, którą przekroczył po 3-4 dniach. Bohaterski bój z sowiecką kolumną pancerną stoczyli żołnierze wchodzącego w skład pułku „Wilno” batalionu „Orany”, którzy 21 września w Oranach, przy pomocy dział z 20. baterii artylerii przeciwlotniczej przez trzy godziny skutecznie zwalczali czołgi przeciwnika.

Zacięte walki toczyły się na Nowogródzczyźnie, gdzie w sposób szczególny wsławił się baon KOP „Stołpce”. 17 września został on zaatakowany przez kawalerię przeciwnika, która nie była w stanie przebić się przez polskie linie (zginął nawet dowódca wrogiego 145. Pułku Kawalerii) Dopiero zmasowany ostrzał artyleryjski przechylił szalę zwycięstwa na stronę sowietów. Niemal cały batalion poległ, nie chcąc cofnąć się przed najeźdźcą. Losy wziętych do niewoli są znane tylko w nielicznych przypadkach – wśród ofiar katyńskich udało się zidentyfikować m.in. kpt. Wacława Stasuika, który dowodził kompanią właśnie w baonie KOP „Stołpce”.

Ziemi Nowogródzkiej broniły także baon „Kleck” i mocno skurczony oddział ze Snowa, skąd wielu żołnierzy KOP zostało wysłanych wcześniej na zachód.

Korpus Ochrony Pogranicza z determinacją stanął do walki na Polesiu.Baon „Ludwikowo” w pewnym momencie wyparł nawet sowietów z powrotem na ich stronę, a przygraniczne placówki wielokrotnie przechodziły z rąk do rąk. Straty sięgały połowy stanów.

Pułk „Sarny”, również wchodzący w skład brygady KOP „Polesie”, na bronionym przez siebie odcinku stoczył wyjątkowo ciężkie walki z Armią Czerwoną. Po kilku godzinach odpierania ataków polscy żołnierze zmuszeni byli walczyć w maskach gazowych od nadmiaru dymu zgromadzonego w bunkrach. O tym, że obrońcy zadali sowietom mocne straty świadczy barbarzyńskie zachowanie tych ostatnich po walce. W ramach zemsty rozstrzelali oni polskich jeńców pojmanych w trakcie starcia…

Poszczególne baony brygady KOP „Polesie” musiały się jednak cofnąć daleko w głąb kraju, by nie pozostać w okrążeniu przy samej granicy.Było to zgodne z wytycznymi gen. Wilhelma Orlik-Ruckemanna, dowódcy KOP, który zarządził koncentrację sił z Polesia na zachodnim brzegu Styru. Nastąpiła ona w dniach 20-22 września. Utworzona z przybyłych jednostek Grupa KOP liczyła łącznie 270 oficerów i 5 tysięcy szeregowych żołnierzy. Koncentrując siły Ruckemann zmierzał do przeprowadzenia zorganizowanego odwrotu w kierunku zachodnim. Od 25 września marsz odbywał się w dwóch kolumnach – północnej i południowej, z czego ta druga była liczniejsza i to z nią przebywało dowództwo Korpusu. Podczas wycofywania się toczono potyczki z oddziałami sowieckimi oraz dywersantami. Do znaczącej bitwy doszło dopiero 28 września, gdy kolumna południowa rankiem osiągnęła Szack. Pomimo dużej przewagi przeciwnika (ok. 13 tysięcy żołnierzy), dowództwo KOP podjęło decyzję, by zaatakować. Z wykorzystaniem lasów udało się zaskoczyć przeciwnika, który mimo iż dysponował czołgami, poniósł bardzo ciężkie straty i został wyparty z miejscowości. Mjr Antoni Żurowski tak opisywał skuteczny ostrzał polskich działek przeciwpancernych: Huknęły działa i prawie natychmiast następują wybuchy w czołgach. Wylatuje w powietrze samochód ciężarowy z sowieckimi żołnierzami jadącymi za czołgami oraz drugi na szosie w kierunku Kowla. Sowietów ogarnęła panika. Podczas gdy jedne czołgi znajdujące się pod bezpośrednim ogniem polskim usiłowały na próżno zawrócić na wąskiej grobli, inne szły naprzód. Doprowadziło to do całkowitego zatarasowania grobli. Wśród strzelaniny zmieszanej z jękami konających i krzykami rannych żołnierzy sowieckich, płonęły jak pochodnie sowieckie czołgi, samochody pancerne i ciężarowe.”

Początkowy sukces Polaków nie pozwolił jednak na dłuższe utrzymanie się w Szacku i 29 września polskie jednostki wymaszerowały z zamiarem przeprawienia się na drugą stronę Bugu. Gdy zgrupowanie Ruckemanna znalazło się w okolicach Wytyczna, liczyło już tylko 3 tysiące żołnierzy, zmęczonych setkami kilometrów forsownych marszów oraz złamanych na duchu wieściami o kapitulacji stolicy. Pod Wytycznem doszło w nocy i rankiem 1 października do ostatniej walki Korpusu Ochrony Pogranicza. Początkowo udawało się jeszcze odpierać sowieckie ataki, jednak przed godziną 9, z powodu kończącej się amunicji oraz upadku morale, żołnierze KOP nie zdołali poderwać się do kontrnatarcia na skrzydło wroga. W tej sytuacji gen. Ruckemann pozwolił podkomendnym rozproszyć się i szukać schronienia na własną rękę, nie chcąc, by trafili oni do niewoli.

Od pierwszych godzin sowieckiego natarcia granic bronili również żołnierze KOP-u na Wołyniu i Podolu. Brygada KOP „Podole” była jednak szczególnie osłabiona przeniesieniem znacznej części jej oddziałów oraz sprzętu do boju z Niemcami, więc tym niklejsze były jej szanse realne oparcie się Armii Czerwonej.

Walki Korpusu na Kresach wschodnich w roku 1939 miały przede wszystkim doniosły charakter symboliczny. Wobec ogromnej przewagi przeciwnika opór stanowił wyraz bohaterstwa oraz ofiary. Oczywiście można było się poddać od razu, bo sowiecki cios w plecy nie pozostawiał absolutnie żadnych szans na jakikolwiek sukces militarny, ale ci ludzie tego nie zrobili. Wszystkie walki - od tych często do dziś nieznanych, toczonych o każdą przygraniczną strażnicę, aż po epopeję KOP pod Wytycznem – wszystko one są niczym wielkie kresowe Westerplatte. Trzeba mu nadać tę rangę heroizmu. Tylko tak uchowamy je od zapomnienia.

----------------------------

 

Ostatnio zmienianysobota, 15 sierpień 2015 21:51

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.

Powrót na górę

Fundacja W Imię Prawdy, KRS:0000473217, NIP: 701-039-10-23, REGON: 146821910

ul. Marii Konopnickiej 6/226, 00-491, Warszawa